Masuren – zaginiona kultura.

Są ferie. Wszyscy pojechali w góry.

Jeździć na nartach.

A my nie.

My nie jeździmy na nartach – co najwyżej sanki ale i tak niechętnie bo nasze jeżdżenie wygląda mniej więcej tak, że ja albo moja luba służymy za osły pociągowe i ku uciesze dziatwy biegamy jak szaleni między blokami, uwiązani do tych nieszczęsnych sanek. Wyobraźcie sobie taką sytuację – śniegu po kostki (właśnie był spadł więc szybko na dwór, bo zaraz stopnieje albo Pan Jurek solą posypie), ja uwiązany do sanek, nasz narybek na sankach – szybciej tata! prędzej! – krzyczą. Jak by mogli to by mi wędzidło wstawili w paszczę i jeszcze w miękkie wrazili co bym się szybciej ruszał. Także unikamy. Sprawdzamy gdzie jadą wszyscy na te ferie i zdążamy dokładnie w przeciwną stronę. Tym razem padło na Mazury. Raz, że nigdy na Mazurach nie byliśmy, dwa – Mazury są mi osobiście bliskie ze względu na lekturę powieści Bohdana Dzidko „Splot”.  I pal sześć, że ponad sześć godzin jazdy (sprytne zdanie wykombinowałem?). Mazury mają być i już. Tym bardziej, że w zeszłym roku były Żuławy.

Już na miejscu dowiedzieliśmy się, że Mazury to nie tylko Mazury ale „Warmia i Mazury”. A Warmia to nie Mazury i na odwrót (znowu nieźle to wymyśliłem, hę?). Liczyliśmy na regionalne stroje, kulturę, kuchnię Mazurską – bogatą w dary losu…tfu…lasu. No, może nie do końca na to liczyliśmy ale przynajmniej chcieliśmy się przekonać jak to jest na tych Mazurach gdy opadnie bitwy kurz (w sensie, że poza sezonem). Taaa… znowu dopadła nas historia. A konkretnie to Demony Wojny (nie wg. Goi) – zapite samogonem i pałające żądzą zemsty. To te same demony które zrównały z ziemią moje rodzinne miasteczko. I nieważne w jakim języku bluzgające. Ale po kolei…

Etnicznie Mazurzy Pruscy byli pochodzenia polskiego (piszę „byli” ponieważ resztkami pamięci o tych silnych i dumnych ludziach opiekują się dzisiaj potomkowie osadników i repatriantów którzy osiedli na terenie dzisiejszych Mazur po 1945 roku, ci „oryginalni” zostali zmieceni przez historię w okrutny sposób). Ze względu na specyfikę regionu, wchłonęli oni zarówno kulturę ludów Pruskich, zamieszkujących te tereny od zarania dziejów jak i kolonizatorów z Rzeszy Niemieckiej. Tym bardziej, że po sekularyzacji tych ziem i sławetnym Hołdzie z 1525 roku, wszyscy jak jeden mąż przeszli na protestantyzm – konkretnie luteranizm. Wiara odróżniała ich od katolickich Warmiaków. Przechadzając się po Muzeum Ziemi Mazurskiej w Owczarni miałem nieodparte wrażenie, że ja skądś znam to podejście do życia – kult etosu pracy, utylitaryzm ponad estetyką, umiłowanie porządku i ogólnie „solidnej roboty”.

img_8881
XX-wieczny kredens z Mazur
img_8885
Genialny w swojej prostocie spis sprawunków na drzwiach kredensu

Pierwsze skojarzenie – moi ukochani Szejkersi – poczytajcie sobie o tych wariatach, pisałem już o nich wcześniej. Mazurzy Pruscy to tacy nasi Szejkersi – proste ale bardzo solidnie wykonane meble, życie do bólu wręcz skromne – ale nie dajmy się zwieść pozorom, jeżeli katoliccy Warmiacy orali radłem to luterańscy Mazurzy już dawno mieli dwuskibowe pługi z kutymi lemieszami. Nowinki techniczne które przyspieszały i usprawniały pracę? Ależ owszem, ależ tak – bardzo chętnie. Podobnie jak Szejkersi. Chociaż pewnie telewizor nie przypadł by im do gustu.

img_8873
Mazurska skrzynia posażna – jedyną ozdobą jest malowana róża wiatrów na wieku. Wyjątkowa solidność – wczepy mistrzowsko wykonane.
img_8877
Szafa Warmińska – na bogato i pstrokato. Katolicka Warmia nie stroniła od biskupiej czerwieni i głębokich błękitów. Ewidentnie powierzchnie mebla nie tknięte strugiem gładzikiem – widać ślady bardziej zgrubnej obróbki.

Tragiczna pętla historii  i kulturowy rozkrok pomiędzy Polską a Rzeszą Niemiecką był powodem ostatecznego nieszczęścia Mazurów – Niemcy uważali Mazurów za Polaków i na odwrót. Zwycięsko krocząca przez Europę Armia Czerwona nie szczypała się już w ogóle, traktując Mazurów jako element Niemiecki na którym trzeba się ze wszech miar zemścić. I mścili się – oj mścili – polecam film pt. „Róża” Wojciecha Smarzowskiego. Powstała po 1945 roku Polska Rzeczpospolita Ludowa w skład której weszły byłe Prusy Wschodnie, prześladowała niedobitki Mazurów na tyle skutecznie, że dziś ze świecą szukać Prawdziwego Mazura. Ufff…taka to historia. A nam się zachciało Prawdziwej Kultury Mazurskiej.

img_8880
Żeliwne sagany w „czarnej kuchni” – wszystko znormalizowane.
img_8890
Jeden z budynków Muzeum Ziemi Mazurskiej w Owczarni

I żeby nie było – wyjazd udał nam się wyśmienicie. Dzieciaki dżunglowały godzinami w zakamarkach Zamku Ryn bawiąc się w podchody w korytarzach XIV-wiecznej komturii/warowni krzyżackiej którą przekształcono w hotel. Dość wyjątkowy hotel-muzeum a jednocześnie w pełni komercyjny obiekt zatrudniający etatowego przewodnika(sic!).  Rok temu łaziliśmy po Malborku i uwierzcie mi – nie chcieli byśmy tam nocować. Bez basenu i sauny? Łeee tam…

img_8871
Zamek Ryn – może trochę „Disneyowskie” podejście do Wieków Średnich ale taką „komercję” rozumiem i szanuję

Wracając do Mazurów, nie obrażając oczywiście dzisiejszych mieszkańców – ważne i urzekające są inicjatywy takie jak prywatne Muzeum Ziemi Mazurskiej – moglibyśmy się sporo nauczyć od ludzi którzy osiedlali się i żyli w cieniu wielkich puszcz i nieprzebytych lasów Mazurskich. Zależni tylko od siebie, dumni, twardzi i pomysłowi. Tak ja widzę Mazurów. Tak ich widział Bohdan Dzidko – polecam powieść „Splot: Masurenlos”.

img_7363

A „dzyndzałki Warmińskie” są pyszne i polecamy. W Mrągowie dają dobre.

Siema! (nie bez powodu ta Siema;-))

Reklamy

2 myśli w temacie “Masuren – zaginiona kultura.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s